O przyczynach nienawiści Marka Zywera do Lilli Gruntkowskiej
W ostatnim czasie czytam komentarze Marka Zywera. Wypowiada się w prasie i telewizji, głównie na temat burmistrza i zarządzania gminą.
Ze zdziwienia wyjść nie mogę, że człowiek, który nie poradził sobie z problemami gminy nie wstydzi się ze spokojem krytykować i występować publicznie. A przecież zaledwie po roku rządów tchórzliwie odszedł mówiąc tym samym wyborcom: nie dałem rady, nie znam się, jestem za słaby.
Przez kilka miesięcy po rezygnacji ze stanowiska burmistrza kurował się za pieniądze gminy, a potem wrócił i tonem mentora rozprawia o dobrych i złych rozwiązaniach dla gminy.
Zastanawiam się więc, jak tak inteligentny człowiek, za jakiego ma go wielu Żarowian, może być taki cyniczny i zadufany w sobie. Bo przecież fakty są dla niego bezwzględne.
Żarowianie wybrali go na stanowisko burmistrza w 2006 roku. Zdecydowanie pokonał Lillę Gruntkowską. Miał wszystkie możliwości w ręku: poparcie posła Chlebowskiego (wtedy u szczytu możliwości) mającego wpływ na powiat, marszałka, wojewodę – słowem wszystkich ważnych w regionie. Miał Zywer też poparcie w radzie: przyjaciela i jednocześnie Przewodniczącego Rady Roberta Kaśkowa i większość w radzie pozwalającą na podjęcie każdej jego propozycji.
Tylko w tym właśnie był cały problem.
Marek Zywer żadnych propozycji dla gminy nie miał. Nic nie robił, narzekał, oskarżał i w końcu szybko się poddał. I tu jest chyba sedno sprawy.
Facet się nie sprawdził i do dziś nie może się z tym pogodzić, tym bardziej, że wcześniej pokonana kobieta wróciła i zrobiła porządek pokazując że się da. Zrobiła to pomimo trudności, bez wsparcia posła, przyjaciela przewodniczącego i mocnej grupy radnych.
I tak naprawdę to właśnie boli Marka Zywera. Wizerunek przegranego na własne życzenie burmistrza, który w historii naszej gminy zapisze się jako nieudany epizod.
I to jest przyczyna nienawiści Marka Zywera do Lilli Gruntkowskiej: kompleks przegranego faceta.
Ania K.
